Jesień w tym roku rozpieszczała nas wyjątkowo długo. Przyzwyczailiśmy się do feerii barw podsycanych przez słońce, a także wyjątkowo pięknej aury. Wreszcie jednak, nieuchronnie nadszedł czas, gdy przyroda ostatecznie zapadła w sen zimowy. Dni stają się coraz krótsze, a długie zimne wieczory pochłaniają świat zdecydowanie zbyt wcześnie, skłaniając do pogrążenia się w jesienno-zimowym półśnie. Pomimo depresyjnych tonów i braku światła lubię ten okres. Pozwalam sobie wówczas na więcej, mniej od siebie wymagam, a nadrabianie domowych zaległości coraz chętniej zamieniam na pełne lenistwa wieczory. Robię to, co głupio mi robić o innej porze roku: zatapiam się pod kocem z kubkiem czegoś ciepłego i bez wyrzutów oddaję się jednemu z moich ulubionych zajęć – czyli oglądaniu seriali.

Mój romans z serialami trwa nieprzerwanie od 15-stu lat, a jego ogień non stop podsycają kolejne pojawiające się produkcje. Chłonę je w nieprzyzwoitych ilościach – te dobre, i te niższych lotów (któż nie ma swoich guilty pleasures?). I choć wcale nie uczyniło to ze mnie prawdziwego konesera, rasowego krytyka, po tak długim stażu coraz chętniej wskazuję te, które wybijają się na tle innych i które po prostu warto obejrzeć.

Osobiście dzielę seriale na te do oglądania i na te do spoglądania. 🙂 Te pierwsze wymagają uwagi, od początku do końca. Te drugie lecą w tle przy okazji wykonywania prozaicznych domowych obowiązków, a ich utracone wątki nie burzą odbioru serii. Wszystkie cenię i lubię tak samo, choć te pierwsze po prostu trzeba obejrzeć bez rozpraszaczy. Są nieco bardziej wymagające – uwagi, analizy, przemyśleń. Każda postać jest przemyślana, a gra aktorska stoi na najwyższym poziomie. Nie ma w nich głupich wpadek, czy nieścisłości, a jeśli nawet takie się zdarzają, wybacza się je twórcom, bo całokształt broni się sam. Po ich obejrzeniu czuje się ogrom satysfakcji.

Takimi właśnie chcę się dzisiaj podzielić, mając nadzieję, że być może i Tobie umilą nadchodzące długie wieczory.

Big Little Lies

Adaptacja książki Liane Moriarty o tym samym tytule. Serial przedstawia historię trzech przyjaciółek: energicznej i przebojowej Madeline (fenomenalna gra Reese Witherspoon!), wycofanej Celeste (Nicole Kidman) oraz tylko pozornie nieprzystającej do nich Jane (Shailene Woodley). Akcja toczy się w małym nadmorskim miasteczku, choć bohaterowie serialu z pewnością nie zaliczają się do małomaisteczkowych – to dobrze sytuowani rodzice, których dzieci uczęszczają do szkoły na wysokiej poziomie. I owa szkoła właśnie staja się sceną mniejszych i większych dramatów. To jednak tło do znacznie poważniejszych problemów, z jakimi borykają się bohaterowie.

Tematem przewodnim tego serialu jest morderstwo. Już w pierwszych minutach serwuje się nam wiadomość, że ktoś umarł. Nie wiadomo jednak kto, nie znany jest również morderca, a fakty te wiszą w powietrzu w każdym odcinku, budując napięcie, podsycane przez wątki, które mogą, choć nie muszą prowadzić do wyjaśnienia zagadki. Wszystko to jest jednak drugim planem dla głównego problemu, który serial ten porusza, czyli przemocy i jej wpływu zarówno na dorosłych, jak i na dzieci.

W tym serialu ważny jest każdy szczegół, mimika bohaterów i to, co nie jest wypowiedziane głośno. Nie odsłania on przed nami od razu wszystkich konkretów, pozostawia pole do domysłów i interpretacji. Z tego powodu ogląda się go z hipnotycznym zaciekawieniem. To doskonała pozycja dla kobiet, zwłaszcza tych ok. 30-stki i starszych, które wiedzą już, że w życiu nic nie jest czarno-białe, a pod powierzchnią kryje się dużo więcej niż nam się wydaje.

La casa del papel

„Dom z papieru” to hiszpański serial sensacyjny typu heist film, to znaczy traktujący o napadzie rabunkowym. Opisuje historię Profesora, autora perfekcyjnie dopracowanego planu napadu, oraz ośmiu przestępców specjalizujących się w różnych obszarach, którzy wykonują skok na Królewską Mennicę Hiszpańską. Celem napadu jest wzięcie zakładników spośród pracowników mennicy i wydrukowanie pieniędzy na kwotę 2,4 mld euro. Niestety, nawet na najbardziej perfekcyjnym planie znajdują się rysy i pęknięcia, a z każdą kolejną skazą na tej idealnie gładkiej powierzchni akcja zaczyna się coraz bardziej komplikować. Do momentu, gdy w grę nie wchodzą już tylko pieniądze, ale i życie – zakładników oraz porywaczy.

To serial niemalże doskonały w swoim gatunku, choć zupełnie inny od tego, do czego przyzwyczaiły nas amerykańskie produkcje. Widać w nim wszystkie te elementy, które odróżniają kino amerykańskie od europejskiego. (Niektórzy porównują jego klimat do filmów Almodóvara – dla mnie trochę na wyrost, choć rozumiem, dlaczego.) Posiada świetnie rozpisane wątki i postacie, znakomitą grę aktorską, nieprzerwany strumień scen akcji, momentów zaskoczenia, śmiechu… i smutku. Jeśli jeszcze nigdy nie dałeś/dałaś się porwać binge watching*, mocno zaryzykujesz wybierając ten tytuł, bo wciąga od pierwszego odcinka i ogląda się go kosztem snu, czy domowych obowiązków. I nie ma się z tego powodu wyrzutów sumienia. 😉

*zjawisko kompulsywnego oglądania seriali, charakteryzujące się oglądaniem po kilka odcinków serialu (źródło: Wikipedia)

Mindhunter

Kolejna adaptacja książki o tym samym tytule. Opowiada historię jednego z najbardziej znanych profilerów w FBI – Johna Douglasa, który zapoczątkował utworzenie elitarnej jednostki specjalizującej się w profilowaniu seryjnych morderców. Serial opowiada o pracy Johna i jego współpracowników, którzy w 1979 roku zawiązują zespół mający na celu opracowanie metod ścigania seryjnych morderców i analizy przyczyn popełnionych przez nich zbrodni.

To nie jest serial sensacyjny, w którym FBI gra w kotka i myszkę z przestępcami odpowiedzialnymi za najgorsze zbrodnie. I to jego największa zaleta. Skupia się na aspektach psychologicznych, które rządzą umysłami ludzi zdolnych do ich popełnienia. Ukazuje również, jak obcowanie z tymi umysłami wpływa na psychikę mających z nimi kontakt agentów. Ich praca to w gruncie rzeczy zrozumienie genezy zła, dotarcie do jego źródła w celu opracowania sposobu nie na jego wyplenienie, a na wyprzedzenie go, zanim znajdzie ujście.

Narracja tego serialu jest powolna, prowadzona niezwykle inteligentnie. Napięcie jest bardzo umiejętnie stopniowane i właśnie dlatego w połączeniu z wolną fabułą momenty kulminacyjne wciskają w sofę. Jest to jednak serial dla tych, którzy bardziej od akcji cenią sobie umiejętne przedstawienie postaci i tego, co się dzieje w ich głowach. Czyni to „Mindhuntera” obowiązkową pozycją dla wszystkich tych, których interesuje działanie ludzkiego umysłu i psychika człowieka.

Bodyguard

To niezwykle udana mieszanka thrillera psychologicznego oraz sensacji. Głównym bohaterem serialu jest tytułowy ochroniarz, David Budd, którego poznajemy w trakcie udaremniania zamachu terrorystycznego w pociągu. To wyszkolony agent, niezbyt dobrze radzący sobie z syndromem stresu pourazowego powstałego w wyniku udziału w misjach wojskowych na Bliskim Wschodzie. Problemy natury psychicznej przekładają się na jego relację z żoną i rzadkie spotkania z dziećmi. Zataiwszy je przed przełożonymi, David zostaje przydzielony do ochrony Minister Spraw Wewnętrznych. Polityka, który stara się przeforsować w parlamencie ideę walki z terroryzmem bez względu na koszty – czyli to, co jest źródłem życiowego dramatu głównego bohatera. Zresztą to właśnie ich relacja, od wzajemnej urazy do fascynacji, wybija się na pierwszy plan.

„Bodyguard” jest kolejną produkcją, która bardzo zgrabnie dozuje napięcie i podsyca uczucie zagrożenia, uzupełniając je o ogrom ładunku emocjonalnego i udane sceny akcji. Wspomniana wcześniej scena udaremnienia ataku terrorystycznego jest skonstruowana perfekcyjnie, łącząc wszystkie te elementy w porażającą całość, która sprawia, że chce się wyskoczyć z fotela. Gdybym miała opisać ten serial jednym słowem, określiłabym go właśnie słowem „ładunek”, które pokrętnie wyjaśnia wszystko.

Stranger Things

Ta produkcja miała się na tej liście nie pojawić, bo któż nie słyszał o tej osławionej serii?  Pomyślałam jednak, że przecież jest spora grupa osób, które nie obejrzały tego serialu ze względu na jego fabułę, choć przecież powinny. Z zupełnie innego powodu.

Nie urzekła mnie w tym serialu historia. Bo co nowego jest w zniknięciu 12-letniego Willa i poszukiwaniach, które prowadzi jego matka oraz rodzeństwo. Produkcję tę porównuje się do mieszanki Stephena Kinga ze Spielbergiem i nie można się z tym nie zgodzić. To wątki fantastyczne i science-fiction pomieszane z przygodą, okraszone znanymi z ekranów kinowych efektami specjalnymi. To, co oczarowało mnie, tkwi zupełnie gdzie indziej – w klimacie tej serii, który wzbudzi szereg emocji wśród widzów uroczonych w latach 70. i 80.

„Stranger Things” jest pięknym hołdem złożonym produkcjom z lat 80. Klimat serialu, kreacja postaci i ich charakteryzacja, a także atmosfera budowana m.in. poprzez wykorzystanie muzyki z tamtej epoki – wszystko wzbudza nostalgię i tęsknotę do beztroskich lat. Zabiera widzów w przeszłość, do magicznych czasów dzieciństwa. Dodajmy do tego rewelacyjną grę aktorską i wielki powrót dawno już nie widzianej na ekranie Winony Ryder, by uznać, że ten serial jest być może adresowany do nastolatków, lecz dorośli docenią go za zgoła inne aspekty.

Dark

Jeśli mimo to uważasz, że „Strager Things” to seria dla dzieci, być może w Twoje gusta trafi „Dark”. To niemiecki serial reklamowany jako mroczniejsza wersja „Stranger Things”, jednakże wspólnym mianownikiem obu produkcji jest umiejscowienie akcji w maisteczku położonym na odludzi i zniknięcie chłopca. „Dark” nie zawiera elementów przygodowych – swoją atmosferą bardziej przypomina ponury thriller, czy mroczny kryminał, łączący elementy dramatu. W tej produkcji to nie mieszkańcy z ich brudnymi sekretami definiują miasto, a miasto, w którym żyją, definiuje ich.

Fabuła tego serialu jest niezwykle ciekawa. Produkcja ta zgrabnie łączy elementy science-fiction, przy czym nie są nimi potwory z kosmosu, a aspekt podróży w czasie i zaginania czasoprzestrzeni. To bardzo interesujący zabieg, choć przyznam szczerze, że nie do końca uważam go za konsekwentny – o ile dobrze zrozumiałam istotę tego wątku. Elementom tym brak widowiskowości, jaki znamy ze „Stranger Things”, lecz to wzmacnia tylko finalny odbiór tej serii. To również opowieść wielowątkowa, w której nie ma głównego bohatera – co mogłoby być minusem, gdyby nie to, że jest właśnie najmocniejszą stroną tego serialu.

„Dark” to thriller / kryminał / dramat science-fiction (niepotrzebnie skreślić 😉 ), który dla niektórych może być zbyt mroczny. Jednak jeśli lubisz takie klimaty, przypadnie Ci do gustu.

The Handmaid's Tale

„Opowieść podręcznej” to również adaptacja – tym razem powieści Margaret Atwood. Powieści niepokojąco  aktualnej, jak na nasze czasy, a wydanej w … 1985 r.

Akcja serialu toczy się w niedalekiej przyszłości. W wyniku modyfikacji genetycznej jedzenia coraz więcej osób zaczyna cierpieć na bezpłodność, co skutkuje krytycznie niskim przyrostem naturalnym. Władzę w USA przejmują religijni fanatycy, którzy za taki stan obarczają winą kobiety, uważając to za karę boską za to, że kobiety odeszły od swej biblijnej roli na rzecz kariery i wolności. USA zostają przemianowane na Republikę Gilead, a kobiety posegregowane na kilka warstw społecznych, w których najniżej w hierarchii znajdują się podręczne. To płodne kobiety, których zadaniem jest wyłącznie rodzenie dzieci, poczętych w trakcie rytuału zapładniania. Taką właśnie podręczną jest główna bohaterka – June (świetna gra Elisabeth Moss).

W tym serialu wszystko przeraża i wszystko zachwyca. Przeraża projekcja tego świata – nie da się tego serialu oglądać bez odniesienia do tego, co obecnie dzieje się w Polsce i na świecie. Zachwyca wspaniała gra aktorska, zwłaszcza mimika głównych bohaterów, która przekazuje więcej niż słowa. Akcja toczy się powoli, skupiając się na coraz bardziej pogłębiającym się dramacie kobiet, a momenty kulminacyjne to ogrom emocji.

Ten serial, zwłaszcza genialny 1 sezon, powinna obowiązkowo obejrzeć każda kobieta oraz każdy mężczyzna. Ci, którzy stoją za równouprawnieniem płci. Koniecznie (!) ci, którzy stoją w rozkroku i nie mają na ten temat do końca sprecyzowanych poglądów. Oraz ci, twierdzący, że miejsce kobiet powinno być w domu, a ich życiową powinnością jest rodzenie dzieci i pielęgnowanie „domowego ogniska” (tak, o zgrozo, takie kobiety też istnieją i jest ich sporo). Być może choć garstce z tych osób otworzyłyby się oczy lub chociaż zaczęli nad tym rozmyślać.

Każdy z tych seriali budzi przeróżne, czasem sprzeczne uczucia. Ich największą siłą jest jednak właśnie fakt, że nie pozostawiają widza obojętnym. Starałam się wybrać naprawdę najlepsze pozycje i mam szczerą nadzieję, że choć jedna z nich zaintryguje Cię i uprzyjemni Ci nadchodzące wieczory. A jeśli znasz jakieś serie, które pominęłam lub które według Ciebie powinnam zobaczyć, będę wdzięczna za polecenia. Na nadrobienie dobrego serialu nigdy nie jest przecież za późno. 🙂

Może Ci się również spodobać