Boże Narodzenie. Czas, w którym większość rodzin zbiera się, by zasiąść razem przy wigilijnym stole, połamać się opłatkiem, życzyć sobie wszystkiego dobrego, a następnie pośród gwaru rozmów raczyć się barszczem czerwonym z uszkami lub zupą grzybową. I karpiem. Smażonym i w galarecie. I pierogami – kilku rodzajów. Kapustą z grochem, tudzież grzybami, tudzież samym grochem albo wszystkim naraz. Kutią, makiełkami lub makówkami. I jeszcze makowcem. Pierniczkami. Sałatką jarzynową w bożonarodzeniowy poranek i bigosem wieczorem. Święta w Polsce, choć ewoluują, wciąż wyglądają podobnie – je się dużo, równie dużo się pije, dyskutuje/kłóci (zwykle na tematy niepoprawne politycznie, które przecież w tym roku wyjątkowo miały nie być poruszane), godzi się, naprawia się Polskę, a potem znowu o nią kłóci i nawet kolędy puszczane z telewizora nie łagodzą tych typowo polskich obyczajów. W takich momentach utwierdzam się w przekonaniu, że dobrze, iż Boże Narodzenie jest raz w roku. Wystarczy mi na kolejne 12 miesięcy. 😉

W całym tym gastronomicznym uniesieniu, prędzej czy później nawet najwytrwalsi zawodnicy jednak mówią „pas” kolejnym potrawom wjeżdżającym na stół. Ci bardziej żywiołowi powolnym krokiem wybierają się na jakiś spacer, by spalić choć trochę tę ciążę spożywczą, ci mniej natomiast zasiadają przed telewizorem, by obowiązkowo obejrzeć zawody w skokach narciarskich albo jakiś film. Do wyboru mając to, co puszczane w telewizji lub to, co oferuje Netflix/HBO Go/Showmax – choć to drugie grozi kolejną kłótnią o to, jaki tytuł wybrać… Od kilku lat mam więc przygotowaną listę filmów – uzupełnianych co jakiś czas przez nowe tytuły – które podsuwam rodzinie. W tym okresie wybieram filmy lekkie, które powodują uśmiech i/lub wzruszenie oraz sprawiają, że robi się ciepło na sercu. Nie waham się również sięgać po komedie romantyczne, których na codzień unikam. Nawet jeśli nie wszystkim się podobają, to nic. Większość i tak po kilkunastu minutach zapada w śpiączkę cukrzycową wywołaną przez kolejną porcję ciasta.

Poniższa lista celowo nie jest długa, by zminimalizować prawdopodobieństwo sporów. Dzielę się nią, bo może i Tobie w tym czasie się przyda. Tylko jeden z tych filmów utrzymany jest klimacie świątecznym i można je śmiało obejrzeć o każdej innej porze roku. Wszystkie natomiast wywołują ucisk w gardle ze wzruszenia oraz uśmiech na twarzy. Kto wie, może któryś z nich przypadnie Tobie i Twoim bliskim do gustu?

The Holiday

Amanda (Cameron Diaz) i Iris (Kate Winslet) to dwie kobiety, które pozornie dzieli wszystko – jedna to bogata Amerykanka, druga jest skromną Brytyjką. Jedna dowiaduje się o niewierności partnera, miłość drugiej właśnie się zaręczyła z kimś innym. Łączy je pragnienie, by uciec od problemów i nieszczęśliwych miłości. Traf chce, że spotykają się przypadkowo w sieci i zamieniają domami na Święta. Iris trafia do ogromnej willi w Los Angeles, Amanda – na zaśnieżoną angielską wieś. Czy uda im się uciec od uczuć i znaleźć spokój, którego szukały?

Choć fabuła opowieści może wydać się typowa, „The Holiday” to naprawdę znakomita komedia romantyczna. Świetnie zagrana, zarówno przez obie aktorki, jak i przez partnerujących im Jude’a Law oraz Jacka Blacka, okraszona zapierającą (jak zwykle) ścieżką dźwiękową króla muzyki filmowej – Hansa Zimmera. To lekka i zabawna historia o tym, że miłość może nas znaleźć tam, gdzie najmniej jej oczekujemy.

The Intern

Ben Whittaker (Robert de Niro) to 70-letni wdowiec, znudzony powolnym i spokojnym życiem emeryta. Gdy znajduje ogłoszenie o naborze na stanowisku stażysty w okolicznej firmie, wykorzystuje szansę na powrót do aktywnego życia i zatrudnia się w przedsiębiorstwie oferującym internetową sprzedaż ubrań, założonym przez Jules Ostin (Anne Hathaway). Tym samym ląduje w świecie millenialsów, tak bardzo odmiennym od tego, w którym kiedyś przyszło mu funkcjonować.

To film przewidywalny, dobrze zagrany (Robert de Niro znakomicie odegrał rolę sympatycznego emeryta), z nieskomplikowaną fabułą. który jednak przekazuje uniwersalne prawdy i wartości, powoli w naszych czasach zapominane. Skłania do refleksji i zastanowienia się, w jakim kierunku zmierzamy i jacy chcemy być w przyszłości. Bawi się naszymi uczuciami, pozostawiając ciepło w sercu. Spodoba się zarówno starszym członkom rodziny, jak i tym w wieku 20-30 lat i z pewnością wywoła salwy śmiechu nad pokoleniowymi różnicami, jakie uwydatnia.

Nietykalni

Historia ta oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Philippe, całkowicie sparaliżowany w wyniku wypadku milioner zatrudnia do opieki Drissa, młodego czarnoskórego chłopaka z paryskich slumsów, który właśnie został wypuszczony z więzienia. Czy zderzenie dwóch tak odmiennych światów, może się udać? O tym musisz przekonać się sam/a.

To mój ukochany film. Typowo francuska produkcja – pełna humoru, który nie zawsze podawany jest wprost (co jest jego wybijającym się atutem) oraz prostoty w przedstawieniu tej nietypowej relacji. Przyjaźń głównych bohaterów to mieszanka wybuchowa, która bawi do łez i ściska za serce, nierzadko w tym samym czasie. To opowieść momentami lekka, a momentami smutna, w każdym aspekcie perfekcyjna. Przyprawia o dreszcze i wzrusza do łez. Po prostu trzeba go obejrzeć!

Mam nadzieję, że któryś z tych tytułów przypadnie Tobie i Twoim bliskim do gustu i uprzyjemni bożonarodzeniowy wieczór. Jeśli nie, mam nadzieję, że znajdziecie cos innego, co odpowie Waszym potrzebom. Ponad wszystko jednak życzę Ci, by tegoroczne Święta były przepełnione spokojem, szczęściem i miłością i by trudy przygotowań nie przysłoniły ich magii. Wesołych Świąt!

Może Ci się również spodobać